Pewnego, wrześniowego dnia Domiś Przemądrzały brodził w leśnym strumieniu poszukując kolorowych kamyków.

- Nikt na świecie nie ma takiej wspaniałej kolekcji kamyków jak ja – mruczał do siebie pod nosem.

- Hej!Ty tam! - rozległo się nad jego głową-wyłaź z wody bo się przeziębisz.

Domiś podniósł oczy i zobaczył siedzącego na gałęzi Zimorodka.

- Też mi coś! - prychnął Domiś – Jesteś za mały żeby mnie pouczać.

- Dobrze ci radzę-świergotał Zimorodek trzepocząc kolorowymi skrzydłami-znam się trochę na tym, bo uprawiam wodne nurkowanie. Dziś woda jest bardzo chłodna.

Domiś Przemądrzały nie zamierzał nikogo się słuchać i nadal brodził w strumyku. Zimorodek więc pokiwał tylko główką , zanurkował głęboko w wodzie i gdzieś zniknął.

Nie minęło nawet parę chwil gdy Domiś poczuł, że coś go kręci w nosie.

- Aaaaa-psik! – rozległo się w lesie, a echo odpowiedziało – aaa-psik, aaa-psik, aaa-psik.

- Nie ładnie tak się przedrzeźniać – mruknął Domiś i znów kichnął tak głośno, że aż szyszki z drzew pospadały.

- Co za katrarrrr!, strrrraszny katarrrr! – zaskrzeczała sroka – wychodź ze strrrrumyka!

Domiś już chciał odpowiedzieć coś nieznośnej sroce, ale poczuł w gardle nieprzyjemną chrypkę i tylko zakasłał.

- Idż do doktorrra, do doktorrra! – wydzierała się sroka.

- Sam wiem co trzeba zrobić – odparł urażony Domiś i wyszedłszy ze strumyka postanowił pomaszerować do pobliskiej, leśnej apteki.

W aptece, pani Domisiowa-Aptekarzowa robiła akurat porządki na półkach z lekami.

- Witaj – powiedziała wesoło – co cię do mnie sprowadza?

- Aaa-psik! – kichnął Domiś i zamiast coś odpowiedzieć głośno zakasłał.

- Zaziębiłeś się! Pewno znowu chodziłeś po strumyku? – pani Aptekarzowa uważnie oglądała czerwony nos Domisia – może kropelki na katar? Albo syropek na gardło?

- Nie cierpię syropków, a kropelek nigdy nie pozwolę sobie wpuścić do nosa – odparł dumnie Domiś – podobno tak leczony katar trwa aż siedem dni.

- To prawda – pokiwała głową pani Aptekarzowa – katar nie leczony trwa cały tydzień,

A leczony tylko siedem dni. Jak mogę ci więc pomóc?

- Słyszałem kiedyś –rzekł Domiś dumny z tego że jest taki mądry – że doskonałym lekarstwem na przeziębienie, aaa-psik, jest miód.

- Racja, święta racja – zgodziła się pani Aptekarzowa – miód to doskonały lek na przeziębienie. Czy chcesz mały czy duży słoik miodu ? – spytała sięgając na półkę.

- Oczywiście duży – powiedział zachrypnięty Domiś przemądrzałym tonem – Mój katar nie będzie trwał ani tydzień, ani siedem dni tylko krócej. Znam się na tym.

- Najlepiej gdy jedną łyżeczkę miodu… – zaczęła pani Aptekarzowa, ale nie zdążyła dokończyć, bo Domiś już wyszedł z apteki kichając głośno na pożegnanie.

- Sam wiem jak się leczyć – mruczał do siebie i nie czekając ani chwili wysmarował sobie nos i gardło grubą warstwą miodu.

Po paru chwilkach z całego lasu zleciały się bzyczące osy, grube trzmiele, zaciekawione pszczoły, a nawet paskudne muchy. Całe to brzęczące towarzystwo kręciło się wokół Domisia, który machając i oganiając się rękami kichał jak najęty.

- Ratunku, pomocy! - wrzasnął Domiś gdy jedna osa usiadła mu na nosie.

- Coś ty najlepszego zrobił!? – wołała nadbiegając pani Aptekarzowa – kto to smaruje się miodem? Chodź szybko, umyję cię.

- Ale ja…ja tylko… przecież miód jest najlepszy na katar i chrypkę, wiem o tym doskonale – mamrotał przerażony Domiś.

- Gdybyś zechciał mnie chwilkę posłuchać i nie był taki przemądrzały – tłumaczyła pani Aptekarzowa – to dowiedziałbyś się, że na zaziębienie należy pić ciepłe mleko z łyżeczką miodu, albo jeść chleb z miodem i popijać gorącą herbatą, a nie smarować się miodem. A teraz umyj się i marsz do łóżka. Poleżysz do wieczora, rozgrzejesz się i wszystko będzie dobrze. Zaraz zrobię ci mleko z miodem.

Domiś aż wstrząsnął się z niechęcią na myśl o miodzie, ale nie udało mu się zaprotestować, bo znów kichnął głośno, aaaa-psik.

(tvp.info)

Sprawdź Także Następujące Wpisy:

Najaktywniejsze Wpisy: