Mimo, że minęło już 60 lat, u wielu rany cały czas się nie zabliźniły. Wszyscy bez wyjątku pamiętają jak brutalnie zabrano im dzieciństwo i młodość. Wspomnieć rocznicę wyzwolenia obozu w Potulicach przyjechało prawie 2 tysiące byłych więźniów z całej Polski.
Większość przyjeżdża do Potulic co roku, zawsze pod koniec kwietnia. Pani Bronisława Lidzbarska jest tu już siódmy raz. Do Potulic zabiera zawsze swoich wnuków. Pani Bronisława chciała żeby to dziewczyny założyły na ramiona chusty, symbol więźniów niemieckich obozów.


Tym, którzy przeżyli, dziś w sposób szczególny zależy, żeby pamięć była przekazywana młodym. Tak jak poświęcony w sobotę sztandar podarowany przez byłych więźniów szkole w Potulicach. Miejsce zobowiązuje - dlatego tutejsi uczniowie znają dobrze historię powstałego 1941 roku obozu. Trafiło do niego 25 tysięcy rodzin z Pomorza. Więźniowie, także dzieci zmuszani byli do ciężkiej pracy w pobliskich zakładach. Zapłatą był czerstwy chleb i kilka ziemniaków. Często zapaty nie było, było za to bicie.


Gustaw Bekker, nie wyobrażał sobie żeby nie przyjechać na sobotnie uroczystości. Nie tylko dlatego że jest Niemcem i byłym więźniem potulickiego obozu dla niemieckich rodzin, który powstał po wojnie. Był też tu jako jeden z inicjatorów polsko-niemieckiego pojednania.


K. Raszeja

(tvp.info)

Sprawdź Także Następujące Wpisy:

Najaktywniejsze Wpisy: